Co to za kraj,
co nie kocha
wszystkich swych dzieci,
a zwłaszcza tych
przez innych wyszydzanych?
Co to za kraj,
w którym milczy się,
na krzywdę i niesprawiedliwość,
kiedy krzyknąć trzeba?
Co to za kraj,
co wygania swe dzieci
za granicę do pracy,
za lepszym kawałkiem chleba?
Co to za kraj,
w którym ręce
składają się do modlitwy,
a tuż za rogiem
nienawiść już czeka?
Co to za kraj,
w którym szacunku brak
dla podstawowych praw
drugiego człowieka?
A to Polska właśnie,
mały nad Wisłą kraj,
ta nasza, biało-czerwona,
niech się święci 3 maj!
sobota, 3 maja 2014
piątek, 2 maja 2014
Muerte aguarda para cada.
Śmierć czeka na każdego,
czy nie chcesz tego, czy chcesz,
lecz życie niestety już nie...
Więc nie patrząc za siebie,
tam gdzie inni zostali,
tracąc swój czas,
do przodu idź, dalej.
Umiera kolejny dzień,
w fioletach i różach skąpany,
tak ciało też zgaśnie,
gdy na swoją wędrówkę
dusza będzie wezwana.
Z tobą, czy bez,
świat dalej zakręci się,
jak świeżość poranka,
daj zapamiętać się.
czy nie chcesz tego, czy chcesz,
lecz życie niestety już nie...
Więc nie patrząc za siebie,
tam gdzie inni zostali,
tracąc swój czas,
do przodu idź, dalej.
Umiera kolejny dzień,
w fioletach i różach skąpany,
tak ciało też zgaśnie,
gdy na swoją wędrówkę
dusza będzie wezwana.
Z tobą, czy bez,
świat dalej zakręci się,
jak świeżość poranka,
daj zapamiętać się.
środa, 30 kwietnia 2014
La tormenta de primavera.
Przerwana cisza...
Wiatru szum...
Czarne chmury...
Krople deszczu...
Błyskawica i grzmotu huk...
Wiosenna burza...
Niespodziewana...Gwałtowna...
Szalejąca ulewą...
Białych płatków grad...
Łamanej gałęzi trzask
A potem nic...
Tylko spokój...
Wiatru szum...
Czarne chmury...
Krople deszczu...
Błyskawica i grzmotu huk...
Wiosenna burza...
Niespodziewana...Gwałtowna...
Szalejąca ulewą...
Białych płatków grad...
Łamanej gałęzi trzask
A potem nic...
Tylko spokój...
wtorek, 29 kwietnia 2014
Los tulipanes.
Tulipany...
W deszczem umytym,
ciepłem i światłem ogrzanym,
odświeżonym wiosennym ogrodzie.
Jak bo burzy tęcza,
tak wiele barw mają.
Tulipany...
Tak pięknie w słońcu
wilgotne płatki lśnią...
Piękne oko, zapatrzone w górę,
coraz szerzej się otwiera,
a potem, w pełnym blasku,
z radości umiera...
W deszczem umytym,
ciepłem i światłem ogrzanym,
odświeżonym wiosennym ogrodzie.
Jak bo burzy tęcza,
tak wiele barw mają.
Tulipany...
Tak pięknie w słońcu
wilgotne płatki lśnią...
Piękne oko, zapatrzone w górę,
coraz szerzej się otwiera,
a potem, w pełnym blasku,
z radości umiera...
Cómo el fénix.
Płonie ogień, a ty...
Spalasz się w nim.
Czy umierasz?Nie...
Powstajesz z popiołów...
Jak feniks skrzydlaty...
Na nowo odradzasz się...
Ciałem, umysłem i duchem...
Wznosisz się...
Wyżej... Dalej... Szybciej...
Do nieśmiertelności...
Do wieczności...
Spalasz się w nim.
Czy umierasz?Nie...
Powstajesz z popiołów...
Jak feniks skrzydlaty...
Na nowo odradzasz się...
Ciałem, umysłem i duchem...
Wznosisz się...
Wyżej... Dalej... Szybciej...
Do nieśmiertelności...
Do wieczności...
niedziela, 27 kwietnia 2014
Un verdadero hombre.
Prawdziwy mężczyzna?
Prawdziwy mężczyzna...
Jest jak anioł.
Ściąga niebo na ziemię,
a nie ku niemu wzlatuje.
Prawdziwy mężczyzna?
Prawdziwy mężczyzna...
Docenia swoją kobietę.
Jak prawdziwą królową,
z szacunkiem ją traktuje.
Prawdziwy mężczyzna?
Prawdziwy mężczyzna...
Twardy jak skała jest,
lecz w chwili wzruszeń
nie wstydzi się łez.
Prawdziwy mężczyzna...
Jest jak anioł.
Ściąga niebo na ziemię,
a nie ku niemu wzlatuje.
Prawdziwy mężczyzna?
Prawdziwy mężczyzna...
Docenia swoją kobietę.
Jak prawdziwą królową,
z szacunkiem ją traktuje.
Prawdziwy mężczyzna?
Prawdziwy mężczyzna...
Twardy jak skała jest,
lecz w chwili wzruszeń
nie wstydzi się łez.
Na autostradzie życia.
Autostradą życia mkniesz,
rydwanem zmysłów kierowana.
Kończysz podróż wieczorem,
znów zaczniesz ją z rana.
Nieraz stajesz na poboczu,
z dala od zgiełku i tłumu.
W milczeniu, ciszy i samotności
pragniesz się dobrze zastanowić
nad tym, dokąd zmierzasz,
czego chcesz i co czujesz.
Szkoda czasu na żale,
szkoda czasu na łzy,
w tym całym galimatiasie
najważniejsza jesteś ty.
rydwanem zmysłów kierowana.
Kończysz podróż wieczorem,
znów zaczniesz ją z rana.
Nieraz stajesz na poboczu,
z dala od zgiełku i tłumu.
W milczeniu, ciszy i samotności
pragniesz się dobrze zastanowić
nad tym, dokąd zmierzasz,
czego chcesz i co czujesz.
Szkoda czasu na żale,
szkoda czasu na łzy,
w tym całym galimatiasie
najważniejsza jesteś ty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)